4 grudnia 2016

Seriale ze Skandynawii i okropne imiona

Oczywiście nie musiałam czekać z pisaniem na obejrzenie ostatniego odcinka "Dicte", miałabym o czym pisać, ale nie mogłam się od niego oderwać, skutek - brak czasu.

Ale zacznijmy od początku. Przygodę z serialami skandynawskimi zaczęłam, a jakże, namówiona przez Ale kino, od norweskiego serialu "Układ".

ale kino
Historia nie bardzo mi się spodobała. Świat finansjery nie jest dla mnie szczególnie pociągający. Pierwszy odcinek zupełnie mnie nie wciągnął. Postać głównego bohatera, dziennikarza śledczego też w ogóle mi się nie spodobała. Oglądałam dalej, ale wciąż bez entuzjazmu. Historia okazała się bardzo dramatyczna, ale ja miałam problem ze zrozumieniem. Głównie z powodu języka, a raczej personaliów. Oglądając anglojęzyczne obrazy jesteśmy doskonale obeznani z imionami. Norweskich nie mogłam rozróżnić, które są męskie, a które żeńskie. Dopiero po jakimś czasie w ogóle zorientowałam się, że niektóre są imionami. Długo nie mogłam zorientować się o kim mowa. To utrudniło przyswojenie historii, ale serial okazał się dobry, a na jego kanwie powstał polski "Pakt".
A z naprawdę zapartym tchem obejrzałam jego drugi sezon.

Kolejny dziennikarz śledczy to "Dicte"

Filmweb
Tytuł tego duńskiego serialu to imię głównej bohaterki. Prawda jakie te imiona dziwne? Moim zdaniem także nieładne. 
Czytając opis tego serialu w ogóle nie miałam ochoty go oglądać. Może przez to imię właśnie, jakoś nie czułam, że zainteresuje mnie ta bohaterka. Ale dałam się skusić powtórce i nie żałuję.
Dicte rozwiązuje zagadki kryminalne wraz z inspektorami policji Wagnerem i Bendtsen. Uwielbiam tę parę! Zresztą sama Dicte jest postacią, którą polubi wiele widzów. Nieco szalona i nieznośna, ale też ciepła i rodzinna. Potrafi wkurzyć i rozczulić. Rozwiązuje sprawy morderstw, ale serial nie jest mroczny. Z typowymi "kto zabił" i naprawdę interesującymi historiami bohaterów stanowi znakomitą rozrywkę. Będę przebierać nogami w oczekiwaniu na trzeci sezon. 

Jeśli mielibyście wybrać tylko jeden serial z dzisiejszego zestawienia, wybierzcie serial  "Okupowani".

Filmweb
Jeszcze kilka lat temu taką historię uznalibyśmy za totalne science-fiction. W obliczu takich wydarzeń jak aneksja Krymu, wydaje się niestety prawdopodobna i może budzić obawy. 
Autorem pomysłu na serial jest Jo Nesbo. Nie znam jego twórczości, ale nazwisko nie jest mi obce i spodziewałam się dobrej historii. A ta mrozi krew w żyłach.

Wszystko właściwie zaczyna się od postaci, w typie jakie uwielbiam, czyli bohater-idealista. Jest nim premier Norwegii.
W niedalekiej przyszłości Norwegia staje się głównym dostawcą ropy naftowej i gazu. Z powodów ekologicznym rząd decyduje się na wstrzymanie eksploatacji złóż, co powoduje ostrą reakcję państw Europy. I to co dzieje się potem wydaje się nieprawdopodobne. Bo oto Rosja w porozumieniu z Unią Europejską dokonuje okupacji Norwegii. Oczywiście jest to okupacja zupełnie pokojowa, której celem wydaje się być wywarcie nacisku na rząd, ale jak łatwo się domyślić wywołuję falę dramatycznych wydarzeń.
Doskonale zrealizowana produkcja powoduje, że naprawdę trudno oderwać się od ekranu.

Islandia to nie Skandynawia, ale wydaje się idealnie pasować do zestawienia. 

ale kino
W Islandii ludzie też miewają okropne imiona. A po obejrzeniu uznałam ją za ostatnie miejsce, w jakim chciałabym zamieszkać. A może to tylko miejsce, gdzie rozgrywa się akcja serialu? Nazywa się Seyðisfjörður, konia z rzędem temu, kto to wymówi. To miejsce mroźne, odległe i odpychające. Z morza zostają wyłowione zwłoki mężczyzny, cała miejscowa policja to ta na zdjęciu powyżej. W związku z morderstwem nikt nie może opuścić promu, który właśnie przybył do wyspy, pogoda się pogarsza, mieszkańcy miasteczka zostają odcięci od świata, a znalezienie sprawcy zbrodni nie jest wcale jedynym problemem nieszczęśliwego inspektora miejscowej policji. Zimna, a zarazem duszna atmosfera przywodzi na myśl "Fargo". Generalnie warto obejrzeć, nie tylko dlatego, że to "coś innego", ale i dlatego, że ta największe i najdroższe telewizyjne wydarzenie islandzkie jest po prostu świetną produkcją.

Ciekawa jestem, co wybierzecie? Może w ogóle nie leżą Wam takie zimne, choć czasem tylko pozornie, klimaty?

 

22 listopada 2016

Serialowo - brytyjsko

Tak sobie ostatnio pomyślałam, oddając się ulubionym zajęciom, że może mogłabym żyć bez szydełkowania, ale nie bez kina. Choć to kino to tak naprawdę TV, a filmy poszły bardziej w stronę seriali, ja jestem nałogowym, nieuleczalnym oglądaczem. Kiedyś nie podejrzewałabym siebie o upodobania serialowe, ale te, które powstają obecnie są po prostu świetne. Pora roku i pogoda akurat odpowiednia na oglądanie i dzierganie. Macie może ochotę na kilka tytułów?

Zanim przejdę do rzeczy, krótka reklama. Filmy i seriale oglądam na różnych kanałach, ale zdecydowanie przoduje stacja Ale kino. To nie tylko takie hity jak "House of Cards", ale również cała masa serialowych odkryć, do których pewnie sama bym nie dotarła. Oprócz oczywiście masy świetnych filmów. Jeśli miałabym oglądać tylko jeden kanał wybrałabym Ale kino.

Pierwsze odkrycie już kiedyś opisywałam, a ogólnie rzecz biorąc chodzi mi o seriale brytyjskie, głównie kryminalne. Przy czym upodobanie do kryminałów pojawiło się u mnie przy okazji "Broadchurch". Ale tym razem nie będzie zachwalania, a bardziej przedstawianie.

"Grantchester"

Filmweb
Brytyjski "Ojciec Mateusz", tylko ojciec młodszy i przystojniejszy. Oczekiwałam głównie  urokliwych, brytyjskich plenerów, kamiennych domków i całej mojej kochanej brytyjskości, zwłaszcza dawnej. Z pewnością serialowi nie brak uroku, a główny bohater może wzbudzać wiele sympatii. Ale mi jakoś nie przypadł do gustu i darowałam sobie drugi sezon. Co zdziwiło mnie samą, choć główną postacią jest pastor, brakowało mi w serialu odniesienia do religii, a bohater raził mnie zbytnią sympatią do kobiet i doczesnych rozrywek. Trochę umiaru pastorze!

"Hinterland"

Ale kino
Tu z kolei miały być zapierające dech w piersiach walijskie krajobrazy. Po tym serialu wiem z całą pewnością, że nie chciałabym mieszkać w Walii. Pogoda zazwyczaj tak ponura, że trudno doszukać się tych zachwycających widoków. Główny bohater, detektyw, ktory wziął się nie wiadomo skąd (ponoć z Londynu), nieustannie smętny, wydaje się, że z powodu tej okropnej aury. Prawie było mi zimno jak to oglądałam. Oczywiście potem okazuje się, że nosi w sobie osobistą tragdeię. Na posterunku dziwny jakiś przełożony zawsze jakby podsłuchujący i podglądający. Śledztwa toczą się nieśpiesznie, i jakoś za ten spokój bardzo polubiłam ten serial. Dobrze mi się przy nim szydełkowało.

"Safe House"

Ale kino
Były policjant zgadza się się na ukrycie w swoim spokojnym domu na odludziu pewnej rodzinę. Ma mu to pomóc w uporaniu się z traumami z przeszłości.
Nic nie pamiętam z tego filmu oprócz tytułu, więc chyba nie był zbytnio porywający.

"Kod zbrodni"

Ale kino
Miniserial opowiadający historię pierwszego śledztwa, do którego wykorzystano badania DNA. Naprawdę interesująca historia.

Największe wrażenie wywarł na mnie kolejny miniserial "Sekret"

Filmweb
Wstrząsający obraz oparty na prawdziwej historii. Zdawało by się historia jakich wiele. Colin i Hazel zdają się mieć szczęśliwe rodziny, a jednak zakochują się w sobie. To przecież wciąż się zdarza. Ale ci szanowani członkowie lokalnej społeczności, niezwykle religijni ludzie decydują się na usunięcie tych, którzy stoją na przeszkodzie ich uczuciom. Tak po prostu.
Oglądałam ze stale rosnącym wzburzeniem, nie mogąc uwierzyć w tę historię. Bogobojny dentysta, tak po prostu zabija, pozbawia dzieci rodziców, oszukuje, manipuluje, zdradza, na wszystko znajdując wytłumaczenie  w Biblii. Szokujący obraz zła tkwiącego w "zwykłym" człowieku. 

Na koniec chciałam jeszcze dodać, że choć brytyjscy aktorzy zazwyczaj nie posiadają atutu atrakcyjności fizycznej (co przeważnie jest bardzo mile widziane), to warto zwrócić uwagę na ich kunszt aktorski. Może jakaś stara, angielska szkoła?





21 listopada 2016

Wymiankowo

Dzisiaj na szybko, tylko kilka obrazków do obejrzenia. Kawał czasu temu zapisałam się do facebookowej grupy Wymianki ręcznych robótek. Temat wymianek nie jest mi oczywiście obcy, nieraz brałam w nich udział na forum. Tak się jednak składa, że na Maranciakach szydełko jest w zdecydowanej przewadze, więc raczej nie jest możliwe, abym umówiła się z kimś na prywatną wymianę. 

W grupie Facebookowej dziewczyny robią absolutnie wszystko i jest przyjemna atmosfera. Zaproponowałam swoje prace niejako z ciekawości, dla sprawdzenia, a ku mojej radości zgłosiły się dwie osoby, które zajmują się szyciem. 

Małgosia wykonała dla mnie zestaw ptaszorków - zawieszek. Bardzo lubię takie drobiazgi. Często spotykam się z opinią, że wszelakie tkaniny i rzeczy z nich uszyte tylko zbierają kurz. Ja uważam, że nadają wnętrzom przytulności. Bardzo podobają mi się wszelakie szyte ozdoby.



Gratis - woreczek wypełniony lawendą (jak wiedzą niektórzy uwielbiam pachniuchy)


Marzenka szyje piękne zabawki. Także je uwielbiam. Wybrałam jedną lalę dla siebie, a jedną dla Zuśki. Ponadto specjalnie dla Zuśki została uszyta mała chmurka.


Zakochałam się w tych chmurkach! Poniżej na zdjęciu gratisowe opaski na główkę. 
I lala

 
 A to już moja nowa koleżanka. Jest piękną ozdobą sypialni. Jest taka tildowa, a ja na punkcie Tild mam prawdziwego fioła. Pewnie postaram się o jeszcze jedną. 😉




12 listopada 2016

Wytrawne muffinki


Ni to babeczki, ni to bułeczki, ni to muffinki. Pieczone w formie muffinkowej, więc można je nazwać wytrawnymi muffinkami. Jak zwał, tak zwał, ja je uwielbiam. A ponieważ robię je dość często czas podzielić się nimi z Wami. Przepis ponownie Agnieszki Maciąg, ze świetnego czasopisma "Uroda życia".


Wytrawne muffinki

  • 250 g mąki (u mnie pół na pół orkiszowa i gryczana)
  • szklanka drobno utartej marchewki
  • 1 łyżeczka soli
  • 2 łyżeczki curry
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżeczka ulubionych ziół
  • 2 jajka
  • łyżka śmietany 18%
  • 1/2 szklanki oleju roślinnego
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 łyżeczka czarnuszki
Do mąki wsypać przyprawy, sól, proszek do pieczenia i sodę. Dodać utartą marchewkę i dokładnie wymieszać. Wbić jajka, wlać olej i śmietanę. Wymieszać. Jak w przypadku klasycznych muffinek nie należy mieszać zbyt długo.
Ciasto nałożyć do foremek na muffinki. Piec 30 minut w temperaturze 180 stopni.
 


Muffiny świetnie smakują z soczystymi pomidorami.


Dzisiaj zrobiłam prostą sałatkę z pomidorów, mozarelli i awokado. Pychota
 


11 listopada 2016

Komódka - druga metamorfoza

Witajcie! Ostatnio było robótkowo - szydełkowo (dzięki za komentarze), a dzisiaj dla odmiany decoupage.
 

Pamiętacie moją komódkę z IKEA, którą poddałam dekupażowemu upiększeniu? Spodobała się niejednej osobie, w tym mojej siostrze, której zamarzyło się mieć własną. Kiedy nadarzyła się okazja kupiłam komódkę dla niej. Monika sama wybrała serwetkę, jedną, a nie jak było w moim przypadku, gdzie użyłam trzech.

Zdjęcia robiłam tego samego dnia, co ostatnie zdjęcia serwetek, więc sami widzicie...



Ułatwiłam sobie trochę zadanie, obudowę pokrywając bejcą, a nie farbą. Ale też i miałam ochotę na taki efekt. Na zabejcowanym drewnie lepiej się pracowało z woskiem i bitumem. I jeśli chodzi o obudowę, to ta podoba mi się bardziej niż moja.








6 listopada 2016

Serwetkowania ciąg dalszy


Cieszę się bardzo, że podobają się Wam moje ulubione dziergadełka - serwetki. Dziękuję serdecznie za przemiłe komentarze pod poprzednim wpisem!

Dzisiaj ciąg dalszy kordonkowych prac, serwetki większe i jeszcze większe. Jak zaraz zobaczycie mocno pobawiłam się edycją zdjęć, niestety zdjęcia wykonywane wewnątrz, w listopadzie plus słaby fotograf = kiepskie zdjęcia. Od razu wyjaśnię, że widoczne zażółcenia są wynikiem jedynie gry światła.


37 cm

47 cm
jedyne zdjęcie wykonane przy naturalnym świetle
56 cm

Na zdjęciach możecie również zobaczyć przedmioty z wygranego jakiś czas temu candy na blogu PISZKOWE KLIMATY, piękne miseczki w kształcie gwiazdek i zapachową świeczkę. Oj, ta świeczka jest niesamowita, będę ją palić jeszcze długo, taka jest wydajna. Pozdrawiam Justynko!

Ta serwetka ma piękny wzór, ale jest bardzo uparta, nie chce poddać się formowaniu, może wybrałam zbyt duże szydełko?


70 cm
Kolor tego kordonka to turkus, i tak naprawdę faktycznie jest to piękny, brudny turkus. Uwielbiam takie odcienie, ale tutaj tego nie widać. Świetnie mi się robiło ten model.


70 cm


Jeszcze trochę beżu



57 cm
I na koniec moja faworyta, w wyjątkowo pięknym odcieniu fioletu (czego nie bardzo widać) czyli głębokiej jagody. Do tego niezbyt wyszukany, ale efektowny wzór.


80 cm


31 października 2016

Serwetkowo


Z całego serca dziękuję Wam za te ciepłe, pełne otuchy słowa pod poprzednim wpisem.
Takie komentarze naprawdę wiele znaczą, dziękuję!

Dawno już nie pokazywałam swoich dzieł, więc dzisiaj kilka miłych oku obrazków. Narobiłam się trochę tych serwetek, dzisiaj tylko część, bo reszta czeka na napięcie. Miałam to skończyć, a potem wziąć się za pokazywanie, ale śpieszno mi do czegoś przyjemniejszego na blogu. 

Serwetki powstały z różnych kordonków. Ostatnio zakochana jestem w nowosolskich, ich miękkości i kolorystyce. Niezwykle przyjemnie się z nich robi, mam jednak wrażenie, że nie bardzo poddają się naciąganiu. Z naciąganiem mam też problem, bo zostały mi same gabaryty, a z kotami to tak już jest, że jak widzą taką naciągającą się serwetę, lubią położyć się na jej środku, nie bacząc na sterczące główki szpilek.

Ot, takie zwyklaki, najbardziej podoba mi się ta pierwsza.







Serwetek zrobiłam tyle, że już nie pamiętałam jakie, zresztą sporo odleżały w szafie czekając na wykończenie. Podziwowałam się więc trochę, kiedy wreszcie się za nie zabrałam.