27 lutego 2014

Kawałek Chin


Miało być o świątyniach i Buddzie, ale obejrzeniu kolejnych bardzo bogato zdobionych świątyń oraz bardzo licznych wizerunków Buddy udaliśmy się do Chinatown, które urzekło mnie totalnie. Podobnie jak wszędzie, ale wielkie chińskie szyldy i czerwone lampiony sprawiły, że można było poczuć się trochę jak w Chinach.Na straganach - dużo niezidentyfikowanych rzeczy do jedzenia, świeże soki z owoców. W miarę jak zachodziło słońce na ulicach pojawiało się coraz więcej jadłodalni. Okazało się, że tu nie chodzi się chodnikiem, na chodnikach rozłożone są bowiem kuchnie, jedzący siedzą na ulicy mając za plecami bardzo wzmożony ruch uliczny. 

 




Na jedzenie czekaliśmy jakąś godzinę. Wszystko przygotowuje się bowiem po złożeniu zamówienia, a klientów było dużo. Z patelni, na której smażyły się warzywa co raz buchał wysoki ogień. Smażone mięso z warzywami było przepyszne. Do tego ryż i tajskie piwo Chang.

26 lutego 2014

Tajska bajka

Czyli kompleks Wielkiego Pałacu.

 





Wydawało się, że pogoda była dzisiaj sprzyjająca, wiał wiaterek i dookoła dźwięczały dzwonki wietrzne. Ale temperatura dała jednak w kość i nie zobaczyliśmy dzisiaj wszystkiego co było w planach.

25 lutego 2014

Bangkok - dzień pierwszy

Choć samej trudno mi w to uwierzyć to jestem w Bangkoku. W życiu nie myślałam, że zawędruję aż tak daleko i to w tak niesamowite miejsce, niesamowite, co można było odczuć już po opuszczeniu samolotu.

Bangkok powitał nas duchotą i otulił  ponad trzydziesto stopniowym ciepełkiem. Po chwilowych nerwach na lotnisku wszystko okazało się tak proste jak czytałam w przewodnikach i internecie. Być może tylko taka osoba jak ja, szlochająca ze wzruszenia i tracąca z wrażenia głowę poradziłaby sobie nieco gorzej, gdyby była sama. Po wyjściu z lotniska poszliśmy do punktu publicznych taksówek. Nic tu nie trzeba robić samemu, po skierowaniu się do punktu obsługi podszedł taksówkarz, wziął moją walizkę i pojechaliśmy do hotelu przez to niezwykłe miasto. Zapadła już noc, ale wiele już zdołałam zobaczyć z okien samochodu, azjatycką architekturę z domkami duchów,  wszechobecne portrety króla i olbrzymie wieżowce, a także buddyjskie świątynie.

W hotelu pierwsze zaskoczenie - w recepcji powitał nas ladyboy! 

Wieczorem czy też nocą (zależy jaki się przyjmie czas) kolacja na mieście, nasz piewszy Pad Thai, pychota! Na ulicy zapachy jedzenia mieszają się z odorem kanalizacji, jeszcze zakupy w sklepie, problem co kupić, same nowe smaki, ale jest wspaniale. Na dziś dosyć wrażeń.




24 lutego 2014

Doha czyli jak zostałam joginką


 

Czasu lokalnego 23.05, a czasu polskiego kilka godzin wcześniej, wylądowaliśmy w Doha, stolicy Kataru. Erwinek od razu dostosował się do miejsca czyli nabył katar (ten w nosie), natomiast ja usiłowałam spędzić 9 godzin oczekiwania na następny lot, na spaniu, przybierając pozy o jakie bym się nigdy nie podejrzewała. Sztuką było tak ułożyć się na lotniskowych krzesełkach aby zasnąć a jednocześnie móc potem wstać i przywrócić ciało do pozycji normalnie używanej. Udało się to średnio.
Doha nocą widziane z samolotu
Natomiast na Okęciu, z którego wyruszyliśmy - niespodzianka, akurat wylądowali   polscy medaliści - panczeniści, witani z wielkim entuzjazmem i radością. Niestety zdjęcia naszego złotego medalisty wyszły zbyt niewyraźnie żeby je zamieścić. 

Natomiast wracając do Doha, zapadła decyzja, że tym razem zwiedzania nie będzie, więc ćwiczyłam jogę na lotnisku, ale miasto nawet widziane w nocy z okien samolotu zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Arabski rozmach pomieszał tu nowoczesność i tradycję. Lotnisko też okazało się bardzo rozległe. Do kolejnego samolotu jechaliśmy dobre 15 minut, podziwiając wielkie samoloty prawie wszystkie należące do katarskiego przewoźnika.
Jednym z tych większych mieliśmy przyjemność lecieć do Bangkoku i ten lot był dużo przyjemniejszy od pierwszego, z powodu wygodniejszego samolotu ale też i pysznego śniadanka.

23 lutego 2014

Uważaj na marzenia!

bo mogą się spełnić.

Czy słusznie czynimy goniąc za swoimi marzeniami? Czy zawsze powinniśmy dążyć do ich spełnienia? Czy spełnienie marzenia zawsze nas uszczęśliwi? 
Jakże często pogrążamy się w bezsensownej udręce bo nie możemy osiągnąć tego co zamierzaliśmy, a nie zastanawiamy się czy to coś, jest faktycznie dla nas? 
Jakże często patrzymy na innych ludzi, zdało by się spełnionych, którzy robią różne, fantastyczne w naszym pojmowaniu rzeczy, prowadzą takie ciekawe życie i myślimy "też tak chcę". Skoro on jest szczęśliwy mając to czy tamto, robiąc to czy tamto, to ja przecież też będę!

A czy rzeczywiście ten wytęskniony domek na wsi, śpiew ptaków co rano, jajka od kury to dla nas? Czy faktycznie jesteśmy stworzeni do rannego wstawania, sprzątania kurnika, gracowania grządek z ekologicznymi warzywami? Czy przyjmiemy ze spokojem, że jak spadnie śnieg możemy być odcięci od świata przez jakiś czas?

A te wspaniałe, egzotyczne podróże, o których w wypiekami na twarzy opowiadają nasi znajomi? Toż to najlepsze co może się zdarzyć człowiekowi! Który pakując z entuzjazmem walizy, nie myśli o wielogodzinnej podróży, jakże często niewygodnej, o przygodach, które wolałby żeby się nie zdarzyły,wstrętnych robalach, niebezpiecznych chorobach i całej masie przeróżnych niespodzianek, które zawsze będą czyhały na niego w obcych miejscach. Czy mając tylko w głowie złotą plażę i szum ciepłego morza jest przygotowany na to wszystko? Czy moc wrażeń zrekompensuje ból podstarzałego kręgosłupa i wszystkie nerwy przygotowań? 

A może najlepsze jednak są dla nas kapcie, telewizorek, bliskość sklepu spożywczego  i święty spokój?

Czas się przekonać.

8 lutego 2014

nowy nabytek


Nowa rzecz w moim życiu, a właściwie na moim nosie. Spowodowana częstą w moim wieku chorobą zbyt krótkich rąk. Od razu jeszcze bardziej zachciało mi się czytać. Problemem stało się przez chwilę szydełkowanie przy jednoczesnym oglądaniu filmu. Jedyna rada - trzymanie okularów na czubku nosa.

3 lutego 2014

Chlebek bananowy Billa Grangera

Nie wiem dlaczego akurat ciasta bananowe pieczone w keksówkach zwane są chlebkami. Ale ten autorstwa Billa Grangera jest po prostu przepyszny.


Posypka:
  • 50 g miałkiego, brązowego cukru
  • 30 g posiekanych migdałów
Ciasto:
  • 250 m kwaśnej śmietany
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • 100 roztopionego masła
  • 230 g miałkiego, białego cukru
  • 2 średnie jajka, lekko roztrzepane
  • 250 g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka mielonego cynamonu
  • 250 g rozgniecionych, dojrzałych bananów (mniej więcej 2 średnie banany)
Rozgrzać piekarnik do temp. 200 C. Natłuścić i wyłożyć papierem do pieczenia formę keksówkę o długości ok. 30 cm. W misce wymieszać brązowy cukier i migdały, odstawić.
W dużej misce wymieszać śmietanę z sodą oczyszczoną i odstawić na 5 minut. Następnie dodać masło, cukier i jajka. Do oddzielnej miski przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia      i cynamonem. Następnie stopniowo dodawać do niej śmietanową masę, a na końcu banany. Ciasto wylać do formy, posypać mieszanką migdałów i brązowego cukru.
Piec 60-75 minut. Sprawdzić czy chlebek jest upieczony wbijając w środek patyczek. Po wyciągnięciu powinien być czysty. 

 

Plastic

Polski zespół. Ciekawy.


"Drogówka"

Mocne, nawet bardzo, może za mocne, może przerysowane. Nie dla wrażliwych na pewno.
Ale wg mnie kawałek naprawdę niezłego, polskiego kina, zrealizowanego w ciekawej konwencji. Dobrze, że jest Smarzowski, i dobrze, że jest Topa, Jakubik, Dziędziel, Lubos.


2 lutego 2014

"Gra Endera"

Orson Scott Card jest jednym z moich najukochańszych pisarzy, jeśli nie ulubionym. Choć masowo kupuję książki Stephena Kinga to jednak Card jest tym pisarzem, którego dzieła robią największe wrażenie i tworzą niepowtarzalną, magiczną wręcz atmosferę. 
Card tworzy głównie science fiction i fantasy, ale napisał również historie o duchach, w tym najbardziej dla mnie wzruszającą "Zagubieni chłopcy", nawiązującą do religii i osobistych przeżyć pisarza. Pisarz stworzył kilka powieściowych serii, a najbardziej znany jest chyba z serii o Enderze. 



"Gra Endera" to historia małego, genialnego chłopca, który zostaje wysłany na szkolenie do Szkoły Bojowej, po czym ma za zadanie ocalenie świata przed inwazją obcych. To świat przyszłości, fantastyka, ale z dużą dawką psychologii. Mały chłopiec wrzucony w brutalny świat symulacji walk i wojskowego szkolenia, manipulowany przez dorosłych, musi poradzić sobie również z silniejszymi od siebie, zwykłą tęsknotą za rodziną ale także dylematami co do stosowania przemocy. Nie może zawieść, nie może pozwolić sobie na słabość. Ender jest geniuszem, Ender wygrywa i awansuje, ale jego historia jest bardzo gorzka.

Kiedy zobaczyłam informację o ekranizacji książki byłam wniebowzięta. Choć tak często ekranizacje rozczarowują to uwielbiam konfrontować swoje wyobrażenia z obrazami stworzonymi przez filmowców. I ekranizację ukochanej książki traktuję jak swoiste małe święto. Tak było np z "Władcą pierścieni"

Trailer zapowiadał spektakularne widowisko pełne efektów specjalnych i niczego poza tym. Na szczęście tak nie jest. Ta ekranizacja okazała się taka jak lubię. Bardzo wierna książce (a nie cierpię poprawiania pisarzy, których uważam za wielkich), wyrzucone to co naprawdę nie miało znaczenia dla historii w filmie, sensownie przedstawiona sytuacja (czasem lektor tłumaczy o co chodzi w filmie, jakby widzowie byli bardzo, bardzo ograniczeni, z kolei Card w książce do razu wrzuca nas w toczącą się akcję. Twórcy filmu bardziej stawiają na psychologiczne dylematy bohatera niż fajerwerki, i to bardzo miła odskocznia od tego co się dzisiaj ogląda, chociaż chodzi tu przecież o kosmiczną wojnę! Jak dla mnie minusem jest zbyt szybko posuwająca się akcja, zbyt mało walk w samej szkole, a sala treningowa w filmie robi duże wrażenie. Ciężko mi było wyobrazić sobie dobrego odtwórcę roli Endera, ale myślę, że Asa Buterrfield, którego niedawno oglądałam w prześlicznym filmie "Hugo" (bardzo polecam dla całej rodziny!), wyszedł z tego obronną ręką. 



1 lutego 2014

Zdrowy deserek

Z braku tradycyjnego ciasteczka do kawusi skleciłam na szybko taki oto deserek:

Składniki:


  • 1 mały jogurt naturalny (150 g)
  • 1 łyżeczka płynnego miodu
  • 2 łyżki płatków owsianych
  • 2 łyżki suszonej żurawiny
  • 1 łyżka migdałów w płatkach lub słupkach
  • szczypta cynamonu