29 września 2014

Szaro, ale nie buro

Lubię bardzo szary kolor. Szary, popielaty, grafitowy. Ma same zalety. Dla mnie nie jest wcale ponury czy smutny, ale ciepły. Ostatnio podoba mi się wszystko w tym kolorze. Ubrania, przedmioty codziennego użytku, wnętrza. Jest najbardziej uniwersalnym kolorem, bo stanowi świetną bazę dla kolorowych dodatków.


Szary kolor wybrała też Ania dla swojej serwetki, którą dla niej zrobiłam. 




Serwetka znana z białej wersji, prosta, acz efektowna. Ale włóczka bardzo mnie rozczarowała. Po DMC spodziewałam się czegoś z wyższej półki. Ale bawełniana włóczka okazała się w ogóle nie skręcona, przez co źle się dziergało i trzeba było bardzo uważać, żeby nie zahaczyć pojedynczych nitek. 



No i ostatnia z serii, mała serweteczka, obiecuję, że nie będzie już ich więcej :).



Świeżo upieczony chlebek na ulubionym mini - obrusiku



25 września 2014

Szydełkowe zauroczenie, czyli chusta Virus Tuch


Oto chusta, którą stworzyłam na urodzinowy prezent dla mojej przyjaciółki Ani. Najpierw zauroczył mnie wzór, a potem włóczka. Robiłam kilka podejść do zamówienia, nie mogąc zdecydować się, które odcienie wybrać. Właściwie podobały mi się wszystkie zestawienia kolorystyczne, ale włóczka ma wadę, jaką mają chyba wszystkie z dodatkiem moheru - nie da się spruć. 




Wzór pochodzi z Raverly i mam wrażenie, że nie ma ładniejszego wzoru na chustę. W dodatku robi się świetnie i szybko. Pięknie wygląda stworzony z cieniowanych włóczek, które uwielbiam. Sprułam nawet zajawkę z posta o koszu, choć przerobiłam już 2 motki, i robię od nowa tym właśnie wzorem. Nie wiem czy stworzę jeszcze chusty z innych wzorów. 



Włóczka to Moher Special Ebruli firmy Nako.

22 września 2014

Ostre curry z kurczakiem

Nie ma to jak wypalić sobie buzię od czasu do czasu. Kiedyś nie cierpiałam ostrych dań. Ale człowiek się zmienia i jego upodobania kulinarne też. Przez tę indyjską kuchnię przyzwyczajam się do ostrzejszych smaków i coraz częściej mam na nie ochotę.
Przepis Gordona Ramsay'a z książki "Kuchnie świata".

Ostre curry z kurczakiem


Składniki:
2 duże piersi z kurczaka
2 łyżki stołowe oleju arachidowego
2 średnie cebule
2cm kawałek korzenia imbiru
2 ząbki czosnku
3 strąki zielonego chilli
2 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego
1 łyżeczka mielonej kurkumy
1 łyżeczka płatków chilli
6 suszonych liści curry
400 g pomidorów krojonych z puszki
300 ml wody
1 łyżeczka garam masala
sól i pieprz

plus listki kolendry do dekoracji

Przygotowanie:
Piersi z kurczaka pokroić na kawałki wielkości kęsa. Cebulę drobno posiekać, imbir obrać i zetrzeć na tarce,  z chilli usunąć gniazda nasienne i pokroić w drobną kostkę.

W dużym rondlu rozgrzać olej, dodać pokrojoną cebulę, usmażyć (powinna się lekko zrumienić). Wmieszać starty imbir, posiekaną chilli oraz przeciśnięty przez praskę czosnek, smażyć przez kilka minut. Dodać przyprawy (kmin, kolendrę kurkumę, liście curry i płatki chilli), dokładnie wymieszać, smażyć przez chwilę, aż przyprawy zaczną wydzielać mocny aromat. Kuczaka doprawić solą i pieprzem, dodać do rondla. Smażyć przez 5 minut, aż się zrumieni. 

Dodać pomidory i wodę, zagotować. Zmniejszyć ogień i gotować pod przykryciem przez 30 minut, co jakiś czas mieszając. Po tym czasie dodać garam masala i gotować bez przykrycia przez 10 minut.

Podawać udekorowane listkami kolendry z ryżem basmati. 


Jak widać na tym mało zachęcającym zdjęciu, ja podałam curry z chlebkiem naan. Chlebek kupiony w Lidlu okazał się zaskakująco smaczny. Nazajutrz upiekłam własne chlebki, ale przepis na nie podam kiedy opracuję własny. 
Przy okazji, gdyby ktoś widział gdzie można kupić miseczki do curry, bardzo proszę dać znać. Wygląda to tak 

21 września 2014

Krótki przegląd serialowy

czyli co ostatnio u mnie w tv.

The Following 2 (Canal+)
Filmweb
Pierwszy sezon powodował u mnie podskakiwanie na kanapie i nieustanną frustrację z powodu zbyt krótkiego trwania odcinka. Mocny i bardzo zaskakujący.
Drugi sezon z początku mocno rozczarowuje. Już wiemy co jest grane i sporo można przewidzieć. Nowi bohaterowie są mało odświeżający. Ale po kilku odcinkach nawet się rozkręca, i choć bez rewelacji, nie jest najgorzej. Mam tylko nadzieję, że choć ostatni odcinek zdrzadzi co takiego ma w sobie Joe Caroll, że ludzie tak chętnie dla niego zabijają, nawet siebie. James Purefoy słabo radzi sobie z rolą charyzmatycznego mordercy, przystojna twarz i ciągłe mrużenie oczu nie wystarcza.

Piraci (Canal+)

Filmweb
Napaliłam się bo temat wydawał się atrakcyjny, a tu straszna kicha. A właściwie ohyda jakaś. Niby wiadomo, że teraz w każdym serialu seks i flaki, ale tu jakoś wyjątkowo odstręczająco. Postacie takie, że ani sympatyzować z nimi, ani się nimi zaciekawić. Mordują się bez sensu, pretekst z bogatym statkiem jest mało przekonywujący. I najgorsza wada - nuda! A tego to już nawet z szydełkiem nie zdzierżę! Oglądanie zakończyłam więc na dwóch pierwszych odcinkach.

24: Jeszcze jeden dzień czyli kolejny sezon 24 godziny (Fox)

Filmweb
Po prostu uwielbiam tę serię! Terroryści, agenci, najnowsze technologie i on - samotny wilk, Jack Bauer. 
Każda seria to 24 odcinki, z których każdy trwa godzinę (oczywiście w tym reklamy), a akcja rozgrywa się w czasie rzeczywistym. To, że każda seria napisana jest wg tej samej kalki, nie umniejsza wartości serialu. Choć pewne elementy są stałe, nigdy nie wiadomo co się stanie i kto zdradzi tym razem. Można naprawdę powiedzieć, że najwyższe emocje gwarantowane. A najnowszy sezon trzyma poziom, oj trzyma!

A na koniec mój aktualny hicior czyli 

Wirus (Fox)

Filmweb
Czyli fantasy i horror w jednym. Cóż może być lepszego dla mnie? Zupełnie przypadkiem, bo nie widziałam zapowiedzi, nagrałam pilotowy odcinek. A potem zobaczyłam nazwisko Guillermo Del Toro. A jeszcze potem to już było naprawdę strasznie i dziwnie. Dużo tego. Tajemniczy ładunek w samolocie, śmierć niemal wszystkich pasażerów, wirus, który chyba nie do końca jest wirusem, przerażające postacie ze swoimi strasznymi historiami, naukowcy, którzy próbują dociec o co tu chodzi, mutacje, tajemnicza organizacja. Dużo się dzieje, a zapowiada się, że będzie dziać się jeszcze więcej.
Nabełkotałam? Po prostu to trzeba zobaczyć. O ile lubi się taki klimaty. Ja już wiem, że na pierwszym sezonie się nie skończy.

10 września 2014

W lawendzie i fioletach

Jakoś lawendowo zrobiło się w tym roku. I fajnie, bo lawenda to cudna roślinka.


Lawendę w doniczce kupiłam po raz pierwszy. Podobno nie nadaje się za bardzo do domu. Podobno lubi prażyć się na słońcu. Moja lubi wodę. I choć naprawdę z tej lawendy to już bardziej obrazek na konewce, to coś tam sobie nadal rośnie. I ku mojemu zdziwieniu, nawet to zielone jak się porusza to pachnie.

Od miłej pani, od której dostałam mały pęk lawendy z jej prawdziwie francuskiego ogrodu dowiedziałam się, że suszoną lawendę, jaką trzyma się w zapachowych woreczkach trzeba co jakiś czas pomiętosić żeby pachniała.
 
Lawenda zainspirowała mnie do wydziergania fioletowych małych serwetek.

Nieco większa


I mniejsza, wzór oklepany (i to nie ostatnia)


Zapachowy woreczek uszyła Marta


Ja dla Marty wydziergałam kiedyś serweteczkę, też w fioletach. A do tego aniołki, których zapomniałam dodać do różowego wpisu. Sztuk 3, więcej nie dałam rady. Nigdy więcej aniołków!



 Przed wyjazdem do Tajlandii przeczytałam tu, że bardzo popularne jest tam używanie talków do ciała. Talk znany jest i u nas, ale nie tak rozpowszechniony. Idąc za przykładem Tajów kupiłam sobie taki talk o zapachu lawendowym. Używałam go przez cały pobyt, a także potem latem. Jest cudownie odświeżający. Ma bardzo trwały zapach i działanie lekko chłodzące. Naprawdę świetna rzecz na lato.




9 września 2014

World War Z

Krótko.

Jeżeli jesteście miłośnikami filmów o zombiakach, to jest film dla Was. Jeżeli fanami zombiaków, nie jesteście, tak jak ja, ale lubicie trochę się zaniepokoić przed ekranem, to też możecie sobie obejrzeć. Ja sobie pomyślałam, że jak to taki hit z Bradem Pitem, to może warto. Dla porównania obejrzałam sobie fragment "The Walking Dead" i to jest zupełnie inny film.
 
Filmweb

World War Z nie epatuje drastycznymi scenami polegającymi przede wszystkim na wygryzaniu przez zombie części ciał. Oszałamia za to niesamowitą realizacją i świetnymi zdjęciami. Choć temat głupawy, bardzo łatwo wczuć się w atmosferę strachu i zagrożenia. Od samego początku wrzuceni jesteśmy w centrum zdarzeń, a szybkie ujęcia i praca kamer sprawia, że mamy takie same poczucie chaosu co bohaterowie filmu. Nikt nie wie co się dzieje i dlaczego. Wiemy tylko, że jest coraz gorzej i gorzej, a zombiacki wirus rozlewa się na cały świat. Ot, historia jakich w kinie wiele. Ale jak to wszystko zostało zrealizowane! Reszty już nie oceniam.:)

7 września 2014

Różowo

Kolejna mała serweteczka robiona wzorem, który wyjątkowo przypadł mi do gustu. A do tego oprócz innych różowych dodatków, cudne wrzosy.