31 stycznia 2015

Biała jak świeży śnieg - czapka styczniowa


Pochłonięta koronkami, wcale nie miałam weny, ani ochoty na wykonanie czapki. Męski model jaki zaczęłam robić jeszcze w grudniu zupełnie się nie udał, a mnie znienacka naszła ochota na serwetki. Wyzwanie jednak podjęte, cóż robić. Wzór jakim planowałam zrobić czapkę styczniową jakoś nie bardzo mi się spodobał w robocie. Na ostatnią chwilę zrobiłam takiego samego zwyklaka jak poprzednio. Jakby towarzysząc mojej białej czapeczce spadł dzisiaj śnieg. Świat się rozjaśnił i wypiękniał. Niestety na bardzo krótko.




28 stycznia 2015

Cynamonki

Cynamon od zawsze darzę ogromną miłością. Nie tylko sprawdza się w słodkich wypiekach i pasuje do jabłek, ale też fantastycznie podkreśla smak pomidorów w sosach z ich dodatkiem.
Ale najlepsza rzecz to drożdżowe ciasto. Te cynamonki to bardziej drożdżowe ciasteczka niż bułeczki, bo są małe. Bardzo lubię je robić, bo z ciastem świetnie się pracuje, a ciasteczek wychodzi naprawdę duża ilość. Przepis stąd.


Cynamonki

Ciasto

  • 1 szklanka letniego mleka
  • 2 jajka
  • 4 szklanki mąki pszennej
  • 6 łyżek cukru
  • 125 g masła, roztopionego i wystudzonego
  • 4 dkg świeżych drożdży lub 2 dkg suszonych
  • szczypta soli
Nadzienie

  • 1/4 kostki masła, roztopionego
  • ok 1/2 szklanki cukru
  • kilka łyżeczek cynamonu
  • jajko do posmarowania
Z drożdży, 2 łyżek cukru, 2 łyżek mąki i połowy mleka zrobić zaczyn. Odstawić do podwojenia objętości. Do miski przesiać mąkę, dodać sól, jajka, resztę mleka, resztę cukru i wyrośnięty zaczyn. Dobrze wyrobić i wlać masło. Wyrabiać, aż zacznie odchodzić od ręki, ostawić do wyrośnięcia. 
Kiedy podwoi objętość podzielić na 4 części. Każdą część rozwałkować, posmarować roztopionym masłem, posypać cukrem i cynamonem. Zwinąć jak roladę i pokroić w plasterki. Ułożyć na blasze zachowując odstępy, posmarować roztrzepanym jajkiem.
Piec 10-15 minut w temperaturze 180 C. 



25 stycznia 2015

Niebiesko mi!

i to od jakiegoś czasu, nawet bardzo niebiesko.

Kiedyś absolutnie najulubieńszym kolorem był żółty. Mocny i jaskrawy. Lubiłam żółtym się otaczać i w żółty ubierać. 

Od paru bodajże lat, kolor niebieski z wolna zaczyna opanowywać mnie i moje otoczenie. Kiedy rozglądam się dookoła wszędzie pełno niebieskości. W sypialni - niebieskie ściany, w kuchni - niebieskie szafki, w szafie - niebieskie ciuchy, a do tego cała masa najróżniejszych niebieskich przedmiotów. 

Z tego też powodu nie mogłam nie dołączyć do zabawy "Cyliczne kolorki", jaką na swoim blogu "Moje cuda, cudeńka" organizuje Danutka. Styczniowym kolorem jest bowiem niebieski. Przy okazji dowiedziałam się, że niebieski to  bardzo "pożyteczny" kolorek, więc w sumie dobrze, że go tak polubiłam.


Żałuję, że wcześniej nie trafiłam na ten blog, bo zabawa bardzo mi się podoba, ale teraz na ostatnią niemalże chwilę dołączam z serwetą w pięknym odcieniu spranego błękitu.



Tak to prezentuje się serweta, a teraz pozwolę sobie nieco ponarzekać. Jako, że narzekam na końcu, czytanie możecie sobie odpuścić, ale liczę na to, że w geście solidarności pokiwacie głowami i powiecie, że współczuciem, że mnie rozumiecie i "też tak macie".

Wiem, jest zima. Wiem, że dzień jest krótszy. Wiem, że jest zimno. Ale tego, że od rana jest ciemno, znieść nie mogę. To nawet mnie nie przygnębia, tylko po prostu złości. Bardzo nie lubię braku światła. Skoro wstawiam zdjęcia moich udziergów na blog, to chciałabym żeby były ładne i wyraźne. Wiedząc, że nic z tego nie będzie, mimo skakania po różnych meblach, nawet nie chciało mi się uprasować tej serwety, więc jest też nieco zwichrowana. Kolejnym powodem mojej frustracji jest brak możliwości odpowiedniego naciągnięcia tak dużych formatów. Jak już kiedyś pisałam, odpowiednie naciągnięcie serwety wydobywa całe jej piękno. A do tego wszystkiego serweta wcale mi się nie podoba. Nie lubię takich dużych dziur. Ale to już wszystkie żale. 

21 stycznia 2015

Krótki przegląd seriali z potencjałem...

... moim skromnym zdaniem zmarnowanym bądź nie wykorzystanym. Ale za to wszystkie ponure.

"Gotham"

źródło
"Gotham" zapowiadane było bardzo, bardzo szumnie, jako cud nad cudami,  czegóż tam, ach czegóż wspaniałego nie będzie. I na pierwszy rzut oka wszystko jest jakie powinno być i wszystkie potrzebne składniki są.

Konwencja batmanowska jest. Mroczne miasto pełne złoczyńców i przygnębiające otoczenie jest. Scenografia jest zresztą mocnym punktem serialu. Podoba mi się i miasto, i mieszkanie głównego bohatera, a nade wszystko komisariat policji.

Zagadki kryminale są oryginalne, takie trochę w konwencji. Są też całkiem zwyczajne dwa konkurujące ze sobą gangi, no i zagadka morderstwa rodziców Bruce'a Wayne'a. Generalnie miasto zamieszkują sami złoczyńcy.

No i są postacie, ale to co powinno być atutem filmu, jest jego najsłabszą stroną. Spośród "złych" najciekawszą postacią wydaje się Pingwin. Jada Pinkett Smith jako Fish, dwoi się i troi, aby wydać się groźną i straszną, ale nie wypada wiarygodnie, mając image polskiej fryzjerki z taniego salonu. Młody David Mazouz bardziej podobał mi się w "Touch" gdzie nie wypowiadał ani jednego słowa. Kobieta-kot zawsze była dla mnie irytującą postacią, i tu się to nie zmieniło, choć jest młodziutka i śliczna. No, a najbardziej rozczarowuje mnie postać komisarza Jamesa Gordona. Uwielbiam takich prawych, uczciwych do szpiku kości bohaterów, i on niby taki jest, ale nie ma w nim nic, a nic pociągającego. 

Tak więc wszystko jest naprawdę staranne i dopracowane, ale czegoś tu brak. Chyba emocji, jakiegoś choćby niewielkiego związania się z bohaterami i klimatu. Można obejrzeć, ale bez fajerwerków.

Robi się straszniej czyli

"Dom grozy"

źródło
Na ten dom napaliłam się bardzo, bo myślałam, że będzie bardzo ambitnie i strasznie. Tak też się zapowiadało. Coby było najstraszniej jak się da, twórcy serialu wsadzili do niego różne budzące grozę postacie. Czyli mamy tu dr Frankensteina, Doriana Gray'a, wampiry, i do tego trochę nie do końca normalnych ludzi. No i jak się potem okazuje, co za dużo to niezdrowo. Tak naprawdę to końca nie wiem, o co w tym serialu chodzi. Są tu różne historie niby to związane z sobą, ale jakby na siłę. Straszne sceny wydają się być po to, aby szokować, ale szokować dla samego szokowania, bo nic nie wnoszą. Takie tam okropieństwa różnego rodzaju, mało zajmujące. Na osłodę muzyka jednego z moich ulubionych kompozytorów Abla Korzeniowskiego. I najmocniejszy punkt serialu, dla którego będę oglądać następny sezon. 
A propos jak się teraz robi sezony. Zastanawiam się o czym może być kolejny sezon oglądając historię będącą całością. Ano przerywa się serial w połowie, i kontynuacja jest już drugim sezonem. Dość to irytujące.
A tą najmocniejszą stroną "Domu grozy" jest zjawiskowa Eva Green. Ta kobieta nikogo nie pozostawi obojętnym. Jej popisowa kreacja w czwartym bodajże odcinku zaparła mi dech. 

i najstraszniej czyli prawdziwy horror

"American Horror Story: Freak Show"

źródło
To czwarty ("prawdziwy") sezon serialu. "American Horror Story" to taki ciekawy twór gdzie czołówka budzi większą grozę niż sam serial, i w każdym sezonie grają prawie ci sami aktorzy. Ci sami, ale grają różne postacie, bo każdy sezon jest odrębną historią. Aktorską gwiazdą jest tu Jessica Lange.

Dotychczas oglądałam tylko pierwszy sezon, który opowiada o nawiedzonym domu i jest naprawdę świetny. Nie do "bania się" ale groza narastała z odcinka na odcinek.

Punkt wyjściowy "Freak Show" jest też świetny. Oto w latach pięćdziesiątych w małym miasteczku była diwa niemieckich scen prowadzi modny w dawnych latach cyrk dziwadeł. 
Kobieta z brodą, hermafrodyta, kobieta bez nóg i takie tam. Do tego mamy przerażającego klauna-mordercę, bogatego psychopatę i chciwego oszusta. Same mocne postacie i jest ich tyle, że twórcy serialu chyba się w tym wszystkim pogubili i nie wiedzieli jak to wykorzystać. 
Na początku jest strasznie, ale potem już przestaje, pojawia się duch (myślałam, że teraz to się zacznie) i znika, dziwadła nie bardzo wiedzą co ze sobą zrobić. Zaczyna się bardzo ciekawie i przerażająco, ale potem już coraz mniej horroru w tytułowym horrorze, aż wreszcie zaczyna nużyć. Moim zdaniem najbardziej zmarnowany serialowy potencjał. Zmusza jednak do zadania sobie pytania, kto tak naprawdę jest dziwadłem?

A następnym razem postaram się napisać, co ostatnio mnie w TV zachwyciło.

19 stycznia 2015

Wyniki candy!

Witam serdecznie!



Zainteresowanie moim rozdaniem przerosło moje oczekiwania. Spodziewałam się naprawdę niewielkiej ilości chętnych z racji małej popularności mojego bloga, jak również zestawienia kolorystycznego chusty, które wydało mi się dość nietypowe.

Wszystkie komentarze sprawiły mi niezwykłą przyjemność, a przy okazji poznałam nowe osoby i nowe, fajne blogi. Nie sądziłam, że organizacja candy będzie dla mnie tak ekscytująca! Przyjemnie było widzieć mój banerek na Waszych blogach. Także przygotowując losowanie czułam przyśpieszone bicie serca.

Na pocieszenie dla osób, którym nie poszczęściło się w losowaniu, informuję, że nie jestem jeszcze znużona tym wzorem, jest jeszcze kilka fajnych, cieniowanych włóczek, które chciałabym wypróbować. Jakieś chusty zapewne jeszcze powstaną, może nie od razu, może i z innych wzorów, być może nie będą przedmiotem losowania, lecz jakiejś wymianki międzygatunkowej. 

Osobom, które jeszcze chciałaby podobną chustę zrobić, a nie znalazły jeszcze wzoru, proponuję odnaleźć moją pierwszą chustę, w poście o niej podałam link do wzoru.

A teraz to co najważniejsze!

Posiadaczem chusty zostaje: 

kropeczka


Serdecznie gratuluję i zapraszam do podania adresu na jaki mam wysłać wygraną (kontakt na pasku po prawej stronie).

A wszystkim ogromnie dziękuję za wspólną zabawę! 




7 stycznia 2015

Śpioszki

Koty są wielkimi śpiochami. Przesypiają kilkanaście godzin w ciągu doby. Czy jednak ich sen podobny jest do naszego? I tak, i nie.

Większa część kociego spanka to leniwa drzemka, z której potrafią błyskawicznie się przebudzić. Kot jako drapieżnik zawsze musi być czujny. U mnie w domu bywa z tym różnie. Masza zazwyczaj zrywa się na proste łapki, Morris wybudza się dłużej, a kiedy zdarza mu szybko się zerwać, przez dłuższą chwilę siedzi zdezorientowany.

Domowe koty dostosowują swój tryb dnia do trybu domowników. Śpią w nocy i podczas nieobecności swoich opiekunów. Koty przyzwyczajone są do pewnej rutyny. Kiedy za długo leżymy w łóżku, za drzwiami sypialni słychać drapanie, a nawet krzyki. Celuje w tym zwłaszcza Masza, która z natury jest kłótliwa. Dłużej spią kiedy są znudzone, a kiedy w domu dzieje się coś wartego uwagi czuwają, bo bardzo lubią asystować, zwłaszcza przy męskich pracach Dużej Mamy. 

Czy koty śnią? Jak najbardziej! Nieraz siedzę obok śpiącego na kanapie Morrisa i widzę, jak znienacka jego ciałko zostaje wprawione w ruch, dostaje drgawek. Głaszczę go wtedy i mówię do niego, wybudza się, a w jego oczach często widać wdzięczność. Często z widocznym uczuciem ulgi wdrapuje się na kolana i zaczyna mruczeć.

Masza to dzielna łowczyni, poluje na wszystko co możliwe, zabawki, sznurówki zawiązywane co rano, owady, które wpadną do domu, a także na ptaki, choć tylko przez szybę. Kiedy koty nie mogą czegoś złapać wydają charakterystyczne dźwięki podobne do szczekania, a ich pyszczki drżą. Widać, że te nieudane łowy często śnią się naszej dziewczynce, bo i przez sen wydaje te dźwięki. Czasem też dyskutuje nad czymś przez sen. Masza także pochrapuje.

Pozycja spania przeważnie zależna jest od temperatury otoczenia. Kiedy jest chłodniej koty lubią zawijać się w kłębuszki.




Masza tak śpi zazwyczaj, choć znana jest też jako śpiąca joginka.











Morrisek zazwyczaj jest złożony wpół, lub podwija łapki pod siebie i wygląda jak wielki bochen chleba.




Masza lubi zakopać się pod kocem, albo zatykać sobie nos łapką. Najwyraźniej posiada jeszcze jakiś inny otworek do oddychania.

Miejsce spanka? Niby jest trochę tych stałych, ale w zasadzie to nieistotne. Oczywiście można spać po prostu na kanapie czy łóżku, ale można też:

na biurku (jest się blisko mamy, która np korzysta z komputera)



na krześle 



na blacie w kuchni (nie, tu nie przygotowuje się jedzenia)



na parapecie (ulubione miejsce Maszy)



 świetnie jest spać na jakiejś części garderoby (wtedy czujemy się tak blisko mamy)



a jeszcze lepiej w pościeli 



albo w ogóle na Dużej Mamie




Moja ulubiona ciekawostka dotycząca kociego spania - kiedy Morris w przerwie snu przeciąga się, naprężając grzbiet, towarzyszące temu wibracje są odczuwane w drugim pokoju.

Na koniec najsłodsze zdjęcia. Moje kociaki nie przepadają za sobą, walczą. Ale kiedy były młode były nierozłączne (nie są rodzeństwem). Spały zawsze razem. A wyglądały wtedy równie wzruszająco jak śpiące małe dzieci.








5 stycznia 2015

Szydełkowe podsumowanie roku

Nie żeby ta ilość była jakaś oszałamiająca. Ale podpatrzyłam u innych i oczywiście też zapragnęłam zrobić.

A zatem w 2014 roku były

czapki i szaliki


chusty


serwety i serwetki 


oraz różne rzeczy do domu 


Właściwie to powstała jeszcze jedna praca, największa ze wszystkich. Dopóki jednak nie będę wiedziała co się z nią dzieje, zatrzymam ją w ukryciu.

Mam nadzieję, że w tym nowym roku powstanie więcej szydełkowych projektów, które będą jeszcze bardziej udane. 

3 stycznia 2015

Sylwestrowy deserek

Nie miałam ochoty piec ciasta na sylwestrowy wieczór, miałam za to wielką chęć na coś czego jeszcze nie robiłam - krem. Inspirując się tym przepisem, stworzyłam nieco skromniejszy, ale pyszny deserek. 

Masa z mascarpone

  • 500 ml śmietany kremówki 36%
  • 250 g serka mascarpone
  • 4 łyżki cukru pudru
Wszystkie składniki ubić mikserem na gęsty, sztywny krem.

Lemon curd
  • skórka otarta z 3 cytryn
  • sok z 3 cytryn
  • 2 żółtka
  • 2 jajka
  • 200 g cukru
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 1 łyżka oliwy
Wszystkie składniki oprócz oliwy umieścić w garnuszku i zagotować, mieszając. Pogotować, mieszając przez 2 minuty. Dodać oliwę i gotować kolejne 2 minuty.

Dodatkowo: biszkopty plus inne ulubione dodatki 


Obie masy można spożywać osobno, można też je połączyć. Ta jaśniejsza masa na wierzchu to właśnie resztka kremu z mascarpone połączona z lemon curdem. Moim zdaniem lepiej smakują oddzielnie. Lemon curd jest dla mnie obłędnie pyszny, jednak następnym razem dam mniej cukru.

1 stycznia 2015

Noworoczne candy!

Witam w nowym 2015 roku! 

Po wysłuchaniu niezwykle wzruszającego Marsza Radeckiego, tradycyjnie kończącego coroczny koncert filharmoników wiedeńskich, wszystkim, którzy tu zaglądają życzę aby ten nowy rok dostarczył wielu wzruszeń, wspaniałych przeżyć i radosnych chwil.

Niech będzie lepszy od poprzedniego!

Pod koniec 2013 roku założyłam blog. 1 stycznia 2014 roku powstał pierwszy wpis na blogu, dotyczący koncertu noworocznego. 

W ciągu tego roku opublikowałam 123 posty, mniej niż bym chciała, zważywszy na fakt, że tworzenie bloga okazało się wielką frajdą. Nie zawsze znajduję jednak czas aby móc podzielić się wszystkim czym bym chciała. Wciąż jeszcze jest bardzo skromnie, ale myślę, że będę dalej się rozwijać. Pisać lepsze teksty, robić lepsze zdjęcia, tworzyć wspanialsze dziergane prace. 

Choć nie zagląda do mnie zbyt wiele osób, to każda odsłona napawa mnie radością. Wszystkim, którzy zaglądają tu stale, a także tym, którzy zajrzeli tylko na chwilę serdecznie dziękuję! Dziękuję zwłaszcza tym, którzy pozostawili komentarze. Nie ma bowiem większej radości dla blogera, niż czytanie komentarzy. Dzięki komentarzom rośnie zapał i entuzjazm do dalszego tworzenia. Dziękuję!

Aby nie być tylko gołosłowną zapraszam do noworocznej, rocznicowej zabawy!


Do wygrania jest stworzona przeze mnie chusta wg znanego wzoru, w dość zaskakującej kolorystyce. Myślę jednak, że może ona świetnie dodać energii w ponury, szary dzień, i ogrzać w ten bardziej mroźny.

Aby stać się posiadaczem chusty bardzo proszę:
  • o pozostawienie pod tym postem komentarza, wyrażającego chęć posiadania chusty
  • o umieszczenie powyższego banerka na blogu, przez osoby posiadające bloga
Zabawa potrwa do 18 stycznia. Mam nadzieję, że znajdą się chętni, bo jestem bardzo podekscytowana!