30 grudnia 2016

Serialowo - kryminalnie, z różnych stron

czyli seriale kryminalne z różnych krajów. I będzie trochę nietypowo jeśli chodzi o pochodzenie.
Takie sobie zestawienie wymyśliłam. Ani się spostrzegłam, jak nabrałam upodobania do tego gatunku.

Na początek USA i drugi sezon "Podejrzanego"

AXN
Oryginalny tytuł to "Sekrety i kłamstawa", który pasuje o wiele lepiej, zarówno do pierwszego, jak i drugiego sezonu. Ale wiecie jak to jest z polskimi "tłumaczeniami" tytułów. Zupełnie nowa sprawa, nowi bohaterowie, powraca tylko detektyw Andrea Cornell, która jest jeszcze bardziej odstręczająca niż w pierwszym sezonie, choć twórcy serialu postarali się o ocieplenie jej wizerunku poprzez przybliżenie jej trudnej sytuacji rodzinnej. To dobrze napisana rola, ja jednak zdecydowanie wolę oglądać Juliette Lewis, którą uwielbiam, w przyjemniejszych rolach.
Generalnie dużo, mocno i szybko. Sekrety gonią kłamstwa, aż trudno złapać oddech.

Dla tych, którzy wolą wolniejsze tempo proponuję Amerykę Południową i "Cromo", serial z Argentyny.

alekino
Serial można określić jako ekologiczny thriller. Bardziej spokojnie, bardziej klimatycznie, ale bardzo, bardzo dramatycznie. Morderstwo pięknej ekolożki, miłosny trójkąt, a nad tym wszystkim niszczycielska siła żądzy pieniądza. Odmienne tło społeczne, realia i bardzo smutna historia.

Europę reprezentuje serial z Belgii "Intruz".

alekino
Do tej pory mam ciarki na plecach. Bardzo mocne, wstrząsające kino.

Do rodzinnej miejscowości, po osobistej tragedii wraca inspektor policji Yoann Peeters. Poznajemy go podczas przesłuchania przez policyjną psycholog, ale nie długo nie dowiemy się co stało się jego powodem. 
Zaraz po przyjeździe Yoanna w rzece zostaje znalezione ciało młodego piłkarza. W miarę postępującego śledztwa mieszkańcy urokliwej miejscowości ujawniają liczne, nierzadko szokujące sekrety.
Ciekawostką są tu aktorzy, o zupełnie zwyczajnych, a często delikatnie mówiąc nieciekawych aparycjach, co dodaje historii dużej naturalności. Jednak sądzę, że w opozycji do tego ofiara, którą znali i tak kochali wszyscy mogłaby być nieco atrakcyjniejsza.

I na koniec serial, w którym wszystko jest idealnie jak trzeba, czyli mój wielki zachwyt. Serial z naszego podwórka polski "Belfer".

Filmweb
Ponownie do rodzinnej miejscowości powraca główny bohater. Nie jest nim jednak policjant, a nauczyciel języka polskiego z detektywistycznym zacięciem. Nie powraca jednak na rodzinne zadupie żeby uczyć, ale żeby rozwikłać sprawę morderstwa młodej dziewczyny. Przy okazji okazuje się, że w tej w małej miejscowości dzieje się bardzo, bardzo wiele. Oczywiście brzmi to jak kalka wielu kryminalnych intryg (choćby patrz wyżej), ale historia naprawdę potrafi zaskoczyć.
Podobało mi się tu wszystko. Świetny, wielowątkowy scenariusz. Fantastyczni aktorzy, ci doświadczeni, obecni od lat w polskim kinie, jak również ci bardzo młodzi. Dla mnie prawdziwym objawieniem był Grzegorz Damięcki, gdzie on się do tej pory podziewał? Zdecydowanie kradnie ten serial Maciejowi Stuhrowi. Myślę, że po tej roli będziemy oglądać go częściej. Choć muszę przyznać, że generalnie polskich produkcji prawie nie oglądam. 
Jednak "Belfra" zdecydowanie polecam.

I ja z dzisiejszego zestawienia wybieram właśnie tę ostatnią produkcję. 
 

26 grudnia 2016

Komódka Moppe - odsłona trzecia

Witajcie kochani!
Jak tam Wasze świętowanie? Mam nadzieję, że przyjemne i spokojne. Serdecznie dziękuję Wam za wszystkie życzenia. Niestety moje święta w tym roku nie wyglądają tak jak sobie życzyła, ale widać czasem i tak być musi. Też macie wrażenie, że coś złego wisi w powietrzu? Tyle strasznych i przykrych rzeczy dzieje się ostatnio. 

Na wigilię sprężyłam się i ukończyłam kolejną komódkę będącą prezentem dla pewnej młodej, pięknej dziewczyny. Wspólnie wybrałyśmy niezwykle wzorzystą i moim zdaniem bardzo urokliwą serwetkę. 
Niestety podczas robienia zdjęć nie było tak jasno jak mi się wydawało. A może to brak umiejętności? W każdym bądź razie zdjęcia robiłam na bardzo szybko.

 




Nie do końca jestem z niej zadowolona. 

Pozdrawiam, bardzo zasmarkana...
 



 

23 grudnia 2016

Szydełkowa kolekcja świąteczna


Na tegoroczne święta stworzyłam sobie kilka serwetek w bieli. Może trochę w opozycji do zapowiadanej pogody, choć jeśli o nią chodzi, to jest mi zupełnie obojętna.
Serwetki nie do końca wyszły tak jak wyjść powinny, trudno mi było uzyskać prawidłowy kształt.
Choć ukochane odcienie to biel, szary i niebieski, to jednak w święta trudno uwolnić się od czerwieni i zieleni. 

Ten wzór spodobał mi się ogromnie, połączenie ananasków z filetem.


I kilka serwetkowych gwiazdek



chyba komuś wydaje się, że lepiej zrobi tę kompozycję do zdjęcia

Życzę Wam cudownych Świąt, niech radość, ciepło i miłość zagoszczą w Waszych sercach i zostaną tam na długo, długo. Życzę Wam również spokoju i odpoczynku od jakże czasem trudnej codzienności. A pod choinką - wymarzonych prezentów.



 

17 grudnia 2016

"Upadek" ("The Fall"), a mi się nie podoba

Filmweb
Na ten serial miałam chrapkę od dawna. Czytałam, że jest straszny, a jakaś kobieta napisała nawet, że po obejrzeniu go straciła część swojego poczucia bezpieczeństwa. Intrygujące. Spodziewałam się czegoś bardzo, bardzo mrocznego, wyrafinowanego, bolesnego. Czegoś przy czym będę się krzywić i myśleć nieustannie "o nie, o nie!".

Serial opowiada o seryjnym mordercy i błyskotliwej inspektor policji przybyłej do miasta by go schwytać. Od początku znamy mordercę, wiadomo więc, że nie będzie klasycznego "kto zabił", a spodziewać się będzie można raczej inteligentnej gry pomiędzy dwojgiem głównych postaci.

Obejrzałam pierwszy sezon, drugi sezon, i niestety nic nie zrobiło na mnie wrażenia. Ani razu dreszcz nie przeszedł mi po plecach. Jeśli chodzi o scenariusz nie mam tu niczego do zarzucenia. Morderca nie jest jakimś bezmyślnym zabijaką, jest młody, inteligentny, nawet przystojny. Postać, która powinna być interesująca, jednocześnie przyciągająca i odpychająca, mi wydaje się nudna. Patrząc jak śledzi swoje ofiary, włamuje się do ich domów, starannie planuje i przygotowuje zabójstwa, ze znużeniem zastanawiam się jak mu się chce tracić na to tak wiele czasu zamiast zająć czymś ciekawszym. Jest okrutny, ale na mnie sprawia raczej wrażenie małego chłopca. Prowadzi niejako pamiętnik swoich poczynań, rysując w nim obrazki, tryskającą krew, bawi się lalkami. Mnie to bardziej śmieszy niż przeraża.
 
BBC
Trochę ciekawiej robi się, kiedy zostaje ujęty, ale oczekiwanie na psychologiczną grę pomiędzy nim, a inspektor policji szybko przeradza się w rozczarowanie. 

Jamie Dornan z pewnością ma rzesze wielbicielek, zwłaszcza po odegraniu pana Grey'a i jego pięćdziesięciu twarzy, ale dla mnie jest po prostu słaby i bardzo, bardzo nijaki.

Natomiast serial na pewno warto obejrzeć dla Gillian Anderson, która jest tu po prostu niesamowita. Jeśli coś ma sprawić, że trudno oderwać się od ekranu sprawia to właśnie ona. Kreuje niezwykłą postać, do tego jako dojrzała kobieta pamiętna Scully wygląda nieziemsko. 

Filmweb

14 grudnia 2016

Małe życie. WDiC




Małe życie. Cóż to w ogóle znaczy, że życie jest małe? Małe, małostkowe, mało znaczące, nieciekawe? 

Zapragnęłam tej książki, kiedy przeczytałam w recenzjach, że wyzwala ogrom emocji. Że czytanie jej boli. Dlaczego boli? Cóż może być strasznego w historii o przyjaźni? Cóż takiego przerażającego może się tam zdarzyć?

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @magdalenaerendis


Zaczyna się normalnie, obyczajowo. Nowy Jork, taka fajna sceneria i czterech mężczyzn przyjaźniących się od wczesnej młodości. Książka bardzo powoli wprowadza czytelnika w ich świat. Zaczyna się łagodnie, wręcz nastrojowo i pierwsze uczucie jakie wywołuje to ogromna sympatia dla tej przyjaźni, która zmienia się, dojrzewa wraz z jej uczestnikami, ale trwa. Chłopaki, choć z różnym startem, podobnie brną z mozołem przez życie chcąc osiągnąć sukces nieustannie się przy tym wspierając. 
Tak to się wszystko zaczyna, rozkręca niemal leniwie, żeby potem przyśpieszyć, i przyśpieszać nadal, aby odnaleźć swojego czytelnika gdzieś o później porze coraz bardziej rozemocjonowanego, zdenerwowanego, zbulwersowanego z głową kłębiącą się od myśli i pytań. 
Napawam się językiem, stylem pisania, słownictwem. Nie całkiem proste, ale i nie wyszukane, w sam raz wyważone. A mi słowa od razu przekształcają się w obrazy. Widzę ich, wszystkich czterech. Siedzących w taniej knajpie dopijających piwo, zziębniętych i sfrustrowanych przemierzających miasto w poszukiwaniu swoich życiowych szans, wygłupiających się i cierpiących. Oczywiście, już chciałabym obejrzeć ekranizację jako serial. 
I czuję. Bo emocje, choć nie wszystkie będą znane każdemu czytelnikowi dają się odczuć bardzo wyraźnie. To opowieść o bólu. O bólu fizycznym, bólu istnienia, bólu przeszłości, od której nie da się uwolnić, bólu wszystkiego. Bólu, który atakuje i męczy do granic wytrzymałości, i bólu zadawanym samemu sobie. Fizycznym i emocjonalnym. 
To opowieść o przyjaźni. O przyjaźni, która choć silna, bywa bardzo trudna. Nieustannie zadająca pytania o granice i o swoją wartość. Neustannie wystawiająca się na próbę. Przyjaciele czasem wolą uciec niż próbować coś zrobić. Boją się działania, boją się nawet zadawania pytań. 
Czy osobie, która odmawia pomocy należy pomagać na siłę? Czy można pozwolić pogrążać się w autodestrukcji komuś kogo się tak naprawdę kocha? Ile winien jest przyjaciel przyjacielowi? 
Czy to w ogóle nie dziwne, że zadaje się takie pytania? Czy nie powinno się po prostu cieszyć z posiadania przyjaciół, i przyjaźni, która trwa, choć życie staje się coraz bardziej złożone w miarę dojrzewania? Pada również pytanie, co ma większą wartość, związek z przyjacielem czy związek z partnerem? 
Jeszcze czytam. Książka jest rozkosznie gruba, choć jej treść rozkoszna nie jest wcale. Chwilami niespodziewanie, gdzieś w trakcie opisywania jakiejś historii, niejako przy okazji, zostaje ujawnione coś przerażającego. Czasem wspomniane jest to jakby mimichodem, co wywołuje jeszcze większe wrażenie. 
Jeszcze czytam. Staram się nie czytać za szybko, mimo wszystko nadelektować się lekturą, bo jest czym. Pewnie w miarę czytania mogłabym tak pisać dalej i dalej. Ciekawa jestem jakie jeszcze pytania przyniesie. I jakie odpowiedzi.

Na szydełku tworzy s bielutka kolekcja zimowo-świąteczna. Chwilowo nie mam aparatu więc moje przydymione zdjęcia z insta.
Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @magdalenaerendis

4 grudnia 2016

Seriale ze Skandynawii i okropne imiona

Oczywiście nie musiałam czekać z pisaniem na obejrzenie ostatniego odcinka "Dicte", miałabym o czym pisać, ale nie mogłam się od niego oderwać, skutek - brak czasu.

Ale zacznijmy od początku. Przygodę z serialami skandynawskimi zaczęłam, a jakże, namówiona przez Ale kino, od norweskiego serialu "Układ".

ale kino
Historia nie bardzo mi się spodobała. Świat finansjery nie jest dla mnie szczególnie pociągający. Pierwszy odcinek zupełnie mnie nie wciągnął. Postać głównego bohatera, dziennikarza śledczego też w ogóle mi się nie spodobała. Oglądałam dalej, ale wciąż bez entuzjazmu. Historia okazała się bardzo dramatyczna, ale ja miałam problem ze zrozumieniem. Głównie z powodu języka, a raczej personaliów. Oglądając anglojęzyczne obrazy jesteśmy doskonale obeznani z imionami. Norweskich nie mogłam rozróżnić, które są męskie, a które żeńskie. Dopiero po jakimś czasie w ogóle zorientowałam się, że niektóre są imionami. Długo nie mogłam zorientować się o kim mowa. To utrudniło przyswojenie historii, ale serial okazał się dobry, a na jego kanwie powstał polski "Pakt".
A z naprawdę zapartym tchem obejrzałam jego drugi sezon.

Kolejny dziennikarz śledczy to "Dicte"

Filmweb
Tytuł tego duńskiego serialu to imię głównej bohaterki. Prawda jakie te imiona dziwne? Moim zdaniem także nieładne. 
Czytając opis tego serialu w ogóle nie miałam ochoty go oglądać. Może przez to imię właśnie, jakoś nie czułam, że zainteresuje mnie ta bohaterka. Ale dałam się skusić powtórce i nie żałuję.
Dicte rozwiązuje zagadki kryminalne wraz z inspektorami policji Wagnerem i Bendtsen. Uwielbiam tę parę! Zresztą sama Dicte jest postacią, którą polubi wiele widzów. Nieco szalona i nieznośna, ale też ciepła i rodzinna. Potrafi wkurzyć i rozczulić. Rozwiązuje sprawy morderstw, ale serial nie jest mroczny. Z typowymi "kto zabił" i naprawdę interesującymi historiami bohaterów stanowi znakomitą rozrywkę. Będę przebierać nogami w oczekiwaniu na trzeci sezon. 

Jeśli mielibyście wybrać tylko jeden serial z dzisiejszego zestawienia, wybierzcie serial  "Okupowani".

Filmweb
Jeszcze kilka lat temu taką historię uznalibyśmy za totalne science-fiction. W obliczu takich wydarzeń jak aneksja Krymu, wydaje się niestety prawdopodobna i może budzić obawy. 
Autorem pomysłu na serial jest Jo Nesbo. Nie znam jego twórczości, ale nazwisko nie jest mi obce i spodziewałam się dobrej historii. A ta mrozi krew w żyłach.

Wszystko właściwie zaczyna się od postaci, w typie jakie uwielbiam, czyli bohater-idealista. Jest nim premier Norwegii.
W niedalekiej przyszłości Norwegia staje się głównym dostawcą ropy naftowej i gazu. Z powodów ekologicznym rząd decyduje się na wstrzymanie eksploatacji złóż, co powoduje ostrą reakcję państw Europy. I to co dzieje się potem wydaje się nieprawdopodobne. Bo oto Rosja w porozumieniu z Unią Europejską dokonuje okupacji Norwegii. Oczywiście jest to okupacja zupełnie pokojowa, której celem wydaje się być wywarcie nacisku na rząd, ale jak łatwo się domyślić wywołuję falę dramatycznych wydarzeń.
Doskonale zrealizowana produkcja powoduje, że naprawdę trudno oderwać się od ekranu.

Islandia to nie Skandynawia, ale wydaje się idealnie pasować do zestawienia. 

ale kino
W Islandii ludzie też miewają okropne imiona. A po obejrzeniu uznałam ją za ostatnie miejsce, w jakim chciałabym zamieszkać. A może to tylko miejsce, gdzie rozgrywa się akcja serialu? Nazywa się Seyðisfjörður, konia z rzędem temu, kto to wymówi. To miejsce mroźne, odległe i odpychające. Z morza zostają wyłowione zwłoki mężczyzny, cała miejscowa policja to ta na zdjęciu powyżej. W związku z morderstwem nikt nie może opuścić promu, który właśnie przybył do wyspy, pogoda się pogarsza, mieszkańcy miasteczka zostają odcięci od świata, a znalezienie sprawcy zbrodni nie jest wcale jedynym problemem nieszczęśliwego inspektora miejscowej policji. Zimna, a zarazem duszna atmosfera przywodzi na myśl "Fargo". Generalnie warto obejrzeć, nie tylko dlatego, że to "coś innego", ale i dlatego, że ta największe i najdroższe telewizyjne wydarzenie islandzkie jest po prostu świetną produkcją.

Ciekawa jestem, co wybierzecie? Może w ogóle nie leżą Wam takie zimne, choć czasem tylko pozornie, klimaty?

 

22 listopada 2016

Serialowo - brytyjsko

Tak sobie ostatnio pomyślałam, oddając się ulubionym zajęciom, że może mogłabym żyć bez szydełkowania, ale nie bez kina. Choć to kino to tak naprawdę TV, a filmy poszły bardziej w stronę seriali, ja jestem nałogowym, nieuleczalnym oglądaczem. Kiedyś nie podejrzewałabym siebie o upodobania serialowe, ale te, które powstają obecnie są po prostu świetne. Pora roku i pogoda akurat odpowiednia na oglądanie i dzierganie. Macie może ochotę na kilka tytułów?

Zanim przejdę do rzeczy, krótka reklama. Filmy i seriale oglądam na różnych kanałach, ale zdecydowanie przoduje stacja Ale kino. To nie tylko takie hity jak "House of Cards", ale również cała masa serialowych odkryć, do których pewnie sama bym nie dotarła. Oprócz oczywiście masy świetnych filmów. Jeśli miałabym oglądać tylko jeden kanał wybrałabym Ale kino.

Pierwsze odkrycie już kiedyś opisywałam, a ogólnie rzecz biorąc chodzi mi o seriale brytyjskie, głównie kryminalne. Przy czym upodobanie do kryminałów pojawiło się u mnie przy okazji "Broadchurch". Ale tym razem nie będzie zachwalania, a bardziej przedstawianie.

"Grantchester"

Filmweb
Brytyjski "Ojciec Mateusz", tylko ojciec młodszy i przystojniejszy. Oczekiwałam głównie  urokliwych, brytyjskich plenerów, kamiennych domków i całej mojej kochanej brytyjskości, zwłaszcza dawnej. Z pewnością serialowi nie brak uroku, a główny bohater może wzbudzać wiele sympatii. Ale mi jakoś nie przypadł do gustu i darowałam sobie drugi sezon. Co zdziwiło mnie samą, choć główną postacią jest pastor, brakowało mi w serialu odniesienia do religii, a bohater raził mnie zbytnią sympatią do kobiet i doczesnych rozrywek. Trochę umiaru pastorze!

"Hinterland"

Ale kino
Tu z kolei miały być zapierające dech w piersiach walijskie krajobrazy. Po tym serialu wiem z całą pewnością, że nie chciałabym mieszkać w Walii. Pogoda zazwyczaj tak ponura, że trudno doszukać się tych zachwycających widoków. Główny bohater, detektyw, ktory wziął się nie wiadomo skąd (ponoć z Londynu), nieustannie smętny, wydaje się, że z powodu tej okropnej aury. Prawie było mi zimno jak to oglądałam. Oczywiście potem okazuje się, że nosi w sobie osobistą tragdeię. Na posterunku dziwny jakiś przełożony zawsze jakby podsłuchujący i podglądający. Śledztwa toczą się nieśpiesznie, i jakoś za ten spokój bardzo polubiłam ten serial. Dobrze mi się przy nim szydełkowało.

"Safe House"

Ale kino
Były policjant zgadza się się na ukrycie w swoim spokojnym domu na odludziu pewnej rodzinę. Ma mu to pomóc w uporaniu się z traumami z przeszłości.
Nic nie pamiętam z tego filmu oprócz tytułu, więc chyba nie był zbytnio porywający.

"Kod zbrodni"

Ale kino
Miniserial opowiadający historię pierwszego śledztwa, do którego wykorzystano badania DNA. Naprawdę interesująca historia.

Największe wrażenie wywarł na mnie kolejny miniserial "Sekret"

Filmweb
Wstrząsający obraz oparty na prawdziwej historii. Zdawało by się historia jakich wiele. Colin i Hazel zdają się mieć szczęśliwe rodziny, a jednak zakochują się w sobie. To przecież wciąż się zdarza. Ale ci szanowani członkowie lokalnej społeczności, niezwykle religijni ludzie decydują się na usunięcie tych, którzy stoją na przeszkodzie ich uczuciom. Tak po prostu.
Oglądałam ze stale rosnącym wzburzeniem, nie mogąc uwierzyć w tę historię. Bogobojny dentysta, tak po prostu zabija, pozbawia dzieci rodziców, oszukuje, manipuluje, zdradza, na wszystko znajdując wytłumaczenie  w Biblii. Szokujący obraz zła tkwiącego w "zwykłym" człowieku. 

Na koniec chciałam jeszcze dodać, że choć brytyjscy aktorzy zazwyczaj nie posiadają atutu atrakcyjności fizycznej (co przeważnie jest bardzo mile widziane), to warto zwrócić uwagę na ich kunszt aktorski. Może jakaś stara, angielska szkoła?





21 listopada 2016

Wymiankowo

Dzisiaj na szybko, tylko kilka obrazków do obejrzenia. Kawał czasu temu zapisałam się do facebookowej grupy Wymianki ręcznych robótek. Temat wymianek nie jest mi oczywiście obcy, nieraz brałam w nich udział na forum. Tak się jednak składa, że na Maranciakach szydełko jest w zdecydowanej przewadze, więc raczej nie jest możliwe, abym umówiła się z kimś na prywatną wymianę. 

W grupie Facebookowej dziewczyny robią absolutnie wszystko i jest przyjemna atmosfera. Zaproponowałam swoje prace niejako z ciekawości, dla sprawdzenia, a ku mojej radości zgłosiły się dwie osoby, które zajmują się szyciem. 

Małgosia wykonała dla mnie zestaw ptaszorków - zawieszek. Bardzo lubię takie drobiazgi. Często spotykam się z opinią, że wszelakie tkaniny i rzeczy z nich uszyte tylko zbierają kurz. Ja uważam, że nadają wnętrzom przytulności. Bardzo podobają mi się wszelakie szyte ozdoby.



Gratis - woreczek wypełniony lawendą (jak wiedzą niektórzy uwielbiam pachniuchy)


Marzenka szyje piękne zabawki. Także je uwielbiam. Wybrałam jedną lalę dla siebie, a jedną dla Zuśki. Ponadto specjalnie dla Zuśki została uszyta mała chmurka.


Zakochałam się w tych chmurkach! Poniżej na zdjęciu gratisowe opaski na główkę. 
I lala

 
 A to już moja nowa koleżanka. Jest piękną ozdobą sypialni. Jest taka tildowa, a ja na punkcie Tild mam prawdziwego fioła. Pewnie postaram się o jeszcze jedną. 😉




12 listopada 2016

Wytrawne muffinki


Ni to babeczki, ni to bułeczki, ni to muffinki. Pieczone w formie muffinkowej, więc można je nazwać wytrawnymi muffinkami. Jak zwał, tak zwał, ja je uwielbiam. A ponieważ robię je dość często czas podzielić się nimi z Wami. Przepis ponownie Agnieszki Maciąg, ze świetnego czasopisma "Uroda życia".


Wytrawne muffinki

  • 250 g mąki (u mnie pół na pół orkiszowa i gryczana)
  • szklanka drobno utartej marchewki
  • 1 łyżeczka soli
  • 2 łyżeczki curry
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżeczka ulubionych ziół
  • 2 jajka
  • łyżka śmietany 18%
  • 1/2 szklanki oleju roślinnego
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody
  • 1 łyżeczka czarnuszki
Do mąki wsypać przyprawy, sól, proszek do pieczenia i sodę. Dodać utartą marchewkę i dokładnie wymieszać. Wbić jajka, wlać olej i śmietanę. Wymieszać. Jak w przypadku klasycznych muffinek nie należy mieszać zbyt długo.
Ciasto nałożyć do foremek na muffinki. Piec 30 minut w temperaturze 180 stopni.
 


Muffiny świetnie smakują z soczystymi pomidorami.


Dzisiaj zrobiłam prostą sałatkę z pomidorów, mozarelli i awokado. Pychota
 


11 listopada 2016

Komódka - druga metamorfoza

Witajcie! Ostatnio było robótkowo - szydełkowo (dzięki za komentarze), a dzisiaj dla odmiany decoupage.
 

Pamiętacie moją komódkę z IKEA, którą poddałam dekupażowemu upiększeniu? Spodobała się niejednej osobie, w tym mojej siostrze, której zamarzyło się mieć własną. Kiedy nadarzyła się okazja kupiłam komódkę dla niej. Monika sama wybrała serwetkę, jedną, a nie jak było w moim przypadku, gdzie użyłam trzech.

Zdjęcia robiłam tego samego dnia, co ostatnie zdjęcia serwetek, więc sami widzicie...



Ułatwiłam sobie trochę zadanie, obudowę pokrywając bejcą, a nie farbą. Ale też i miałam ochotę na taki efekt. Na zabejcowanym drewnie lepiej się pracowało z woskiem i bitumem. I jeśli chodzi o obudowę, to ta podoba mi się bardziej niż moja.