13 kwietnia 2016

Jaglany niekoniecznie dektoks

W końcu zebrałam się żeby napisać o mojej najnowszej fascynacji. 

Książkę "Jaglany detoks" Marka Zaremby kupiłam właściwie przez przypadek. Przerzucając strony w sklepie uznałam, iż nie jest to pozycja, która może mnie zainteresować. Kupiłam książkę o sokach, a przy kasie okazało się, że "Jaglany detoks" jest w ofercie minus 50% ceny. No i tak wyszło, że soki robię z czego popadnie, a z jaglaną książką praktycznie się nie rozstaję.


To tygodniowy program oczyszczania organizmu przy pomocy kaszy jaglanej. Jakąś 1/3 książki zajmują przepisy, pozostała część to teoria o funkcjonowaniu organizmu, problemach zdrowotnych i ich przyczynach. To teoria zdrowego odżywiania się, ale i zdrowego życia w ogóle. Autor duży nacisk kładzie również na aspekt duchowy. 



Muszę przyznać, że zafascynowała mnie bardzo osoba autora, który jest dietoterapeutą, a swoją terapię opiera na tradycyjnej medycynie chińskiej, medycynie św. Hildegardy i oczywiście kaszy jaglanej. Istotna jest równowaga kwasowo-zasadowa organizmu oraz charakterystyka termiczna potraw. Te dwa aspekty niezwykle mnie zaciekawiły i wciąż staram się pogłębić swoją wiedzę na ten temat. Ponieważ w książce są różne zestawienia i tabele nieustannie do niej zaglądam. Do tego jest tak fajnie wydana, że po prostu przyjemnie mieć ją w rękach. 
A przepisy? Po prostu je uwielbiam. Są niezwykle starannie przygotowane i skomponowane pod kątem współdziałania poszczególnych składników. Jeden przepis z książki już znacie.

Pan Marek ma swoją akademię kulinarną gdzie prowadzi warsztaty, a także blog Gotuj zdrowo, okraszony przepięknymi zdjęciami. Tam również nieustannie zaglądam, bo i na blogu można znaleźć niezwykle dużo cennych informacji.


Detoksu nie przeprowadziłam. Ale czuję się nieswojo, nie mając zapasu jaglanki w domu. Najlepiej ugotowanej.

A w nawiązaniu jeszcze do akcji Maknety


Znudziły mi się serwetki, które oczywiście leżą sobie ułożone w stosik, czekając na nitek chowanie i całości naciąganie, pewnie jeszcze poleżą tak długo. 
Za nic mając zmianę temperatury wyciągnęłam z pudła bladożółty moher kupiony onegdaj na ciuchu i robię sobie chuścinę. 

20 komentarzy:

  1. Bardzo słoneczny kolorek, w sam raz na wiosnę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A mnie wzięło na serwetki. Skończyłam mały komplet właśnie, ale nie zagrzeje miejsca w domku ☺

    OdpowiedzUsuń
  3. Chusta będzie ciekawa. W sam raz na lato.
    Kaszę jaglana jadam, ale robię ją bez przepisów. Ona jest rewelacyjna, po spożyciu nigdy nie byłam przejedzona, a na długo najedzona.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chusta zapowiada się bardzo interesująco :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię moherki, osobiście od poniedziałku jestem na diecie, ciężko mi ale jakoś daję radę. Książkę muszę upolować. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki za wytrwanie i za efekty!

      Usuń
  6. Dietoterapia? To coś dla mnie. Zajrzałam na blog autora i mój wzrok od razu przyciągnął odsyłacz do turnusów jaglanego postu - niestety, brak miejsc, ale może to i dobrze, bo przyzwyczajona do pięciu posiłków, po tygodniu spędzonym na trzech kaszkach dziennie, pewnie nie miałabym siły wrócić do domu na drugim końcu Polski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego i ja wzbraniam się przed zrobieniem detoksu, ja jadam 6 posiłków. Ale z pewnością zdrowa żywność daje siły i energię.

      Usuń
    2. Na pewno. A detoks, przemyślany, można zrobić i w domowym zaciszu.

      Usuń
  7. Na kaszy to ja się nie znam, ale chusta zapowiada się interesująco. Na chłodniejsze wiosenne wieczory będzie jak ulał. Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to się nie znasz? Musisz się poznać, jaglanka jest uniwersalna!

      Usuń
  8. Ja właśnie jestem w ostatnim dniu detoksu dr Dąbrowskiej, czyli postu warzywno-owocowego. Już o tym pisałam kiedyś na swoim blogu. Od tamtego czasu przeprowadzam taki post regularnie 2 razy w roku - wiosną i jesienią po 10 dni. Temat zdrowego żywienia jest ogromnie szeroki, bo okazuje się, że nawet zdrowe produkty mogą szkodzić, gdy ich człowiek nie toleruje, a żeby sprawdzić czy nie toleruje trzeba wydać kupę kasy na test (np. Food Detective), który przecież i tak nie bada wszystkich produktów... Prawdę mówiąc bywa, że temat zdrowego żywienia mnie przerasta i tęsknię za czasami, gdy jedzenie było tylko jedzeniem i się nad nim nie zastanawiałam. Ale innym razem, gdy widzę o ile lepiej teraz się czuję, to wiem, że warto się w tym temacie wysilać. Jaglankę też bardzo lubię, choć i ona ma dwie strony - alkalizująca, ale z wysokim indeksem glikemicznym...

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawy wpis! Musimy się zastanawiać co jemy i czasem poczytać wypowiedzi specjalisty. Chusta bardzo pasuje kolorystycznie do kaszy jaglanej o której piszesz i ciekawie się zapowiada. Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zauważyłam tej zbieżności, widać, coś jest na rzeczy.:)

      Usuń
  10. Kasze w ogóle powinno się jeść często, a o jaglanej słyszałam dużo dobrego jednak sama nie jadam. Robótka fajna.

    OdpowiedzUsuń
  11. Tiaa, też robiłam z ciepłej włóczki jak ciepło si zrobiło :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jaglaną lubi tylko mój syn,, ja ją toleruję tylko i wyłącznie w zupach...
    kolor chusty super, lubię takie dodatki w szare dni

    OdpowiedzUsuń
  13. Chusta ma przepiękny kolor. Dobrze widzę tort z kaszy jaglanej?

    OdpowiedzUsuń